Stałam się dziś ofiarą własnego mózgu zamroczonego niewyspaniem i zabobonami.
Stojąc w kolejce do kasy w osiedlowym sklepie usłyszałam nagle gdzieś wysoko nad głową:
"Boli panią głowa, czuje się pani zmęczona i smutna... i ma pani kotka..." Przy ostatniej pozycji w moim rozszerzonych ze zdumienia źrenicach pojawił się błysk zrozumienia. Mężczyzna stojący za mną, (wyższy o dobre kilkanaście centymetrów - stąd głos dochodzący z góry) nie posiadał zdolności paranormalnych, nie rozłożył też na sklepowej ladzie tarota. Wykazał się po prostu zwykłą zdolnością uważnej obserwacji ze zrozumieniem. W koszyku miałam bowiem analogicznie: tabletki przeciwbólowe, powerade'a, banany, czekoladę i... kocie żarcie.
Większość z nas prześlizgnęłaby się wzrokiem po koszyku sąsiada, totalnie bezmyślnie, lub ewentualnie wróciła się po coś między półki natchniona jego zawartością. Na wyższym levelu niekiedy moglibyśmy sobie pomyśleć "oho, studencka 'zdrowa' dieta", lub "łasuch". Przyznajmy się sami przed sobą, kto zastanawia się nad samopoczuciem sąsiada z kolejki do kasy? A może wartoby czasem połączyć nerwy wzroku z częściami mózgu odpowiadającymi za łączenie faktów i empatię?
Tak więc wyznaczam sobie zadanie: codziennie chociaż przez godzinę Patrzeć żeby widzieć. Polecam wszystkim.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz