_

_

wtorek, 19 lipca 2011

Wczoraj podczas czytania w drodze do domu odkryłam tekst który idealnie obrazuje bzdurność wszystkich podziałów religijnych, ponieważ... no właśnie - jest jak jest :)
 * * *
"-(...) Jak inaczej miałbym ci to wyjaśnić? Muszę używać słów z twojej religii, żeby ci wyjaśnić swoją.
-A po co wogóle masz mi ją wyjaśniać?
-Po prostu posłuchaj dobra? To fajna historia. Kryszna uciekł królowi, który chciał go zabić. To dziecko miało wielką moc.
-Przecież to historia o Mojżeszu.
-Wiesz, nie pamiętam historii o Mojżeszu, ale wiem że ta nie jest zmyślona.
Cody zaczyna mi opowiadać historię o Mojżeszu, o tym, jak mały Mojżesz przetrwał gniew Ramzesa (...) Cały czas się uśmiecham.
-Co się tak cieszysz? - pyta Cody.
-Cody, hinduizm jest znacznie starszy od chrześcijaństwa. My wpadliśmy na to pierwsi. To Biblia zerżnęła od hindusów.
-Wcale nie! Nie masz pojęcia o czym gadasz. Zresztą co ty opowiadasz? Węże? Demony? Oszołomy z niebieską skórą? Brzmi jak jakaś kreskówka.
-Ale facet, który chodzi po wodzie, a potem przemienia ją w win, uzdrawia ślepych i umiera tylko po to, by wrócić do życia, jest wiarygodny? To brzmi jak odcinek Kapitana Planety."
( Błękitny chłopiec - Rakesh Satyal )
* * *
Pół strony tekstu obrazuje całe moje rozdarcie pomiędzy katol'ską religią którą narzuca mi kultura mojego kraju, religią fascynującą przez swój koloryt i egzotykę jaką jest hinduizm, oraz tym co podsuwa mi rozum - ateizmem. Czy nie jest tak że prawda leży gdzieś po środku? Ludzie muszą w coś wierzyć, czuć jakikolwiek bat nad sobą, bo jesteśmy zbyt słabi żeby sobie poradzić sami z naszym moralnym śmietnikiem. Albo może tylko się nam tak wydaje bo przecież na czymś świat ten stoi i jeszcze się nie rozpadł, mimo że nie jesteśmy w stanie dojść do tego który zabobon stoi wyżej niż cała reszta :)

Tym optymistycznym akcentem kończę swoją wypowiedź aby spowrotem zagłębić się w lekturze Błękitnego Chłopca. Swoją drogą idealna na deszczowy poranek.