_

_

sobota, 27 lutego 2010

In the middle of nowhere

"Za mądra dla głupich
A dla mądrych zbyt głupia
Za łatwa dla trudnych
A dla łatwych za trudna..."

Tak się właśnie ostatnio czuję. 4 miesiące bez pracy nie może nie pozostawić śladu na psychice. Chodzę na te nieszczęsne rozmowy i jedyne co mi się po nich kołacze po obolałej głowie to piosenka Hey'a.
No bo jak to jest, że po jednej wychodzę z poczuciem że jestem gówno... bo zrobiono mi pranie mózgu, przetestowano na mnie wszystkie metody podprogowe itp itd i wiem że się nie dostanę bo jestem za słaba, bo firma jest z tradycjami, rodzinna, sranie w banie, i byle kto nie może tam pracować. Pani z firmy 'Sh' pewnie nie oddzwoni bo jej trwające 3 miesiące rekrutacja wylosuje idealnych kandydatów na pracownika sekty. Ja nie jestem idealna. WYSELEKCJONOWANY to takie bezduszne słowo.
A z drugiej rozmowy wychodzę sfrustrowana. Bo firma istnieje na rynku od miesiąca, pan mi nie zaoferuje wyższej stawki niż głodowa, bo go nie stać "chyba pani rozumie", ale jednocześnie szuka pracownika związanego z firmą na stałe i dającego z siebie wszystko. Także siedząc na przeciwko siebie oboje wiemy że nawet jeśli zgodzę się teraz przyparta do muru na głodową stawkę, to odejdę w pierwszym możliwym terminie tam gdzie docenią moje doświadczenie. Więc pan nie oddzwoni ani dziś, ani jutro bo woli wziąść siksę bez doświadczenia i urobić po swojemu.

Czy ja wyglądam na osobę która stara się o pracę w pentagonie czy ki *uj? Dla jednych za słaba, dla innych za dobra, to co mam zrobić? Czy ktoś ma fundusze które chce mi powierzyć na własną działalność? Obiecuję że będę w niej zatrudniać normalnych ludzi. O ile tacy jeszcze istnieją ;/

niedziela, 21 lutego 2010

Cytrusove love

    Obierałam wczoraj pomarańczę. Nie dość że zacięłam się w palec to jeszcze pod paznokciami została mi biała otoczka, a dłonie oblepiły się sokiem.
Później zabrałam się za mandarynki. Pochłonęłam chyba 15 sztuk, a ręce pozostały czyste.
    Miłość prawdziwa, nawet jeśli krótko trwa nie może pozostać bez śladu. Zagłębiając się w czyjeś wnętrze zawsze pozostawimy jakieś rany. Nie da się nie mając odpowiedniego przygotowania nie naciąć skórki zbyt głęboko. Żeby zdjąć ją w równych 4 kawałkach trzeba zagłębić się nożem w miąższ, a to jest już igranie z czyjąś emocjonalnością. Jeśli jakimś cudem uda nam się obnażyć wnętrze bez dokonania gwałtu na poszczególnych błonkach wewnętrznych, zapewne sami sobie zrobimy krzywdę od nadmiernego wysiłku włożonego w te starania. Fakt - nagrodą jest soczysty miąższ... ale czasem trafi się dużo pestek, a czasem jest za suchy, czasem za kwaśny. Niewdzięczna materia.
    Inaczej sprawa ma się z seksem bez zobowiązań. Przyswajany szybko, skórka schodzi bez pomocy specjalistycznych narzędzi typu nóż. Wystarczy naczynie, na które oddamy produkty uboczne miłości. Możemy się nie ograniczać, mandarynki są lżejsze, pochłaniamy je na ilość. Kiedy już raz się zacznie ciężko odejść od stołu prawda? Słodycz jest wpisana w kontrakt, wszyscy jesteśmy pędzeni na nawozach sztucznych, nie może nie być słodko.
Czasem kiedy przesadzimy lekkomyślnie z ilością, może rozboleć brzuch. Ale od czego mamy środki 'wczesnotrawienne'?
A kiedy już uporamy się ze wzdęciem, przecież można kupić kolejny kilogram łatwej miłości...

poniedziałek, 1 lutego 2010

















Nigdy nie lubiłam fizyki.

Jedyne co z niej zapamiętałam to fakt, że nic co widzimy nie jest rzeczywistością.

Rogówka, światło, pryzmat, odbicie...wszystko bullshit...

Ja wolę moje 'szkiełko i oko'.

Life's a Kaleidoscope.