_

_

sobota, 25 września 2010

Ile znasz przykładów na to że praca pozwala zapomnieć? Jeśli żadnego to pozwól że się przedstawię: kobieta, 23 lata, nałogów - brak, chora na depresję zimową od października do kwietnia, na kłopoty stosuje work'oterapię. W ramach porządków z okazji dnia wolnego od pracy znalazłam notkę sprzed paru miesięcy... z poprzedniej depresji zimowej... i przepraszam osobę która prosiła o kolejną notkę że będzie ona taka właśnie nieoptymistyczna.
                                                                         * * *

Wiesz jak to jest bardzo czegoś pragnąć? Stracić władzę logiczną umysłu tylko po to żeby widzieć upragniony obiekt? Zarówno w mono jak i w stereo Winampa, w kolorze i skali szarości photoshopa, na treningu kiedy pot się leje, na egzaminie zamiast wzoru na równowagę rynkową i w fazie miękkiego odpływu wieczorem. Nie jest potem niespodzianką że dzieje się to i we śnie prawda? Można też np szukać Twojego odbicia w zmywarce,po uprzednim szalonym jej wyszorowaniu w celu wyłącznie dokładniejszego odbijania świata. Można szukać w kawie, chociaż nawet wypicie jej duszkiem nie pomaga w łapaniu białego królika. Można zdać śpiewająco w międzyczasie wszystkie egzaminy, bo to się wzajemnie nie wyklucza-no może poza brakiem entuzjazmu przy wpisywaniu piątek do indeksu... Można się też nauczyć nowej choreografii i wypolerować wszystkie sztućce świata, i nawet ugotować wyjątkowo dobry obiad.
I tylko ta choreografia która powinna chwalić słońce - pieprzy się z tkliwą tęsknotą, i ten obiad który tak pysznie komponuje się z pustką. Można jeszcze pragnąć czegoś tak bardzo a jednocześnie pojechać na imprezę roku, można pójść na koncert fajnej kapeli i płakać przy zupełnie nie smutnych tekstach. Można szukać pocieszenia u kota, który z całą wyrozumiałością wytrzyma nacisk objęć tylko do pewnego momentu. Można Cię pragnąć na milion sposobów tak żeby nikt się nie zorientował i tylko modlić się żeby to się w końcu skończyło... jeśli nie powodzeniem to chociaż słodkim zapomnieniem...