Taki truizm z okazji powrotu: Proces samo rozkładu człowieka jest
nieuchronny...
Oczywiście o ile nie mamy szczęścia i nie umrzemy szybką i sprawną śmiercią
w fazie życia jeszcze poprzedzającej rozkład, władzę nad nami powoli przejmują
dwie siły występujące w różnych proporcjach. Szala przechyla się a to na jedną,
a to na drugą stronę, a na ten rozkład sił mamy w gruncie rzeczy taki
wpływ jak na wyniki losowania o visy do USA.
Pierwsza z nich pozostawia nasz układ nerwowy w spokoju, ewentualnie pogłaszcze go lekką wadą wzroku, pozbawi odpowiedniej ostrości dźwięku. Jednak myśli są wciąż jasne i klarowne, zdobywana przez całe życie wiedza służy kolejnym pokoleniom, a zasób słownictwa zastąpiłby niejednemu gimnazjaliście całą półkę słowników.
Niestety nie ma nic za darmo... współpracy odmawiają stawy, kości stają się
kruche, żyły cienkie, a serce słabe. Każdy nieostrożny krok zaczyna być w
pewnym stopniu zagrożeniem, a myśli wyprzedzają kroki o całe lata świetlne.
Ustrój wstydliwie odmawia posłuszeństwa, traci się godność, zostaje ona w
pampersie.
Człowiek umiera sfrustrowany, uwięziony w zużytym człowieku.
Druga opcja osadza się podstępnie na umyśle. Wciąż dziarskim krokom zaczyna
towarzyszyć równie dziarskie zawracanie, bo zapomniałam po co poszłam, bo pan
Hilary, bo żelazko na gazie… Zaczyna się niewinnie, od uciekających słów, od
bezradności wobec galopującego czasu. Wciąż ma się siłę gonić tramwaj,
przytachać buraki na przetwory, przynieść ziemniaki z piwnicy...ale nagle
zapomina się przepisu na ćwikłę, myli imiona wnuków, potem własnych dzieci.
Obsługa pilota od telewizora staje się zbyt skomplikowana, a klucze zaczynają
się złośliwie chować. Szczęście, jeśli czajnik ma gwizdek, bo staje się
śmiercionośnym narzędziem samozagłady. Ciało wciąż posłuszne traci autorytet
umysłu, folguje sobie za szybkim krokiem po schodach, za małą porcją obiadu, za
krótkim snem.
Źle poskładane klepki z demobilu pod całkiem jeszcze sprawną maską bez
rdzy.
Tak sobie myślę, co ja bym wybrała gdybym miała choć cień wpływu… a ty?
P.S. Inspiracją do wpisu była wizyta u babci... która wciąż wiesza sama firanki z drabiny...
