Obierałam wczoraj pomarańczę. Nie dość że zacięłam się w palec to jeszcze pod paznokciami została mi biała otoczka, a dłonie oblepiły się sokiem.
Później zabrałam się za mandarynki. Pochłonęłam chyba 15 sztuk, a ręce pozostały czyste.
Miłość prawdziwa, nawet jeśli krótko trwa nie może pozostać bez śladu. Zagłębiając się w czyjeś wnętrze zawsze pozostawimy jakieś rany. Nie da się nie mając odpowiedniego przygotowania nie naciąć skórki zbyt głęboko. Żeby zdjąć ją w równych 4 kawałkach trzeba zagłębić się nożem w miąższ, a to jest już igranie z czyjąś emocjonalnością. Jeśli jakimś cudem uda nam się obnażyć wnętrze bez dokonania gwałtu na poszczególnych błonkach wewnętrznych, zapewne sami sobie zrobimy krzywdę od nadmiernego wysiłku włożonego w te starania. Fakt - nagrodą jest soczysty miąższ... ale czasem trafi się dużo pestek, a czasem jest za suchy, czasem za kwaśny. Niewdzięczna materia.
Inaczej sprawa ma się z seksem bez zobowiązań. Przyswajany szybko, skórka schodzi bez pomocy specjalistycznych narzędzi typu nóż. Wystarczy naczynie, na które oddamy produkty uboczne miłości. Możemy się nie ograniczać, mandarynki są lżejsze, pochłaniamy je na ilość. Kiedy już raz się zacznie ciężko odejść od stołu prawda? Słodycz jest wpisana w kontrakt, wszyscy jesteśmy pędzeni na nawozach sztucznych, nie może nie być słodko.
Czasem kiedy przesadzimy lekkomyślnie z ilością, może rozboleć brzuch. Ale od czego mamy środki 'wczesnotrawienne'?
A kiedy już uporamy się ze wzdęciem, przecież można kupić kolejny kilogram łatwej miłości...
dlatego ja kupuję kilka pomarańczy - i najpierw je wszystkie obieram nie zważając na konsekwencje - po czym myję dokładnie łapki - i dopiero wtedy konsumuje :P
OdpowiedzUsuńznaczy że jesteś łamaczem serc...o nieszczęsne niewiasty
OdpowiedzUsuńdobrze ze w PL cytrusy sa juz dostepne caly rok, a nie jak kiedys - tylko na swieta ;)
OdpowiedzUsuńnie wiedziałem że coś takiego można wywnioskować z upodobań largo "kulinarnych" - no ale nie będę się sprzeciwiał, pewnie dysponujesz zaawansowaną wiedzą psychologiczną ;) co do nieszczęsności takowych niewiast - wiedziały gały co brały a w moim przypadku raczej czego nie brały (no ale trzymajmy się Twojej wersji - bo w końcu musisz zaakceptować ten post :D by się pojawił :D )
OdpowiedzUsuńnie przywykłam ukrywać komentarzy tylko dlatego że są nie po mojej myśli. Trochę krytyki nie zaszkodzi, nie krępuj się kimkolwiek jesteś ;]
OdpowiedzUsuńDobrze, to w takim razie uwalniam się z kajdanów cenzury - a jestem Mateusz.
OdpowiedzUsuńHmmm... A ja lubię mandarynki, ale seksu bez zobowiązań już nie ;) To nie dla mnie :)
OdpowiedzUsuńPróbuję przśledzić Twój tok myślenia... Jakim caudem doszłaś do porównania cytrusów z seksem? Ale to chyba dla mnie zbyt abstrakcyjne podejście :)
Mandarynki też czasem ciężko obrać, też miewają pestki, mogą być kwaśne, mogą być suche... Prędzej porównałabym zakup gotowego soczku jednodniowego z mandarynek do seksu bez zobowiązań, niż mandarynki jako takie - w końcu je też trzeba obrać i wymaga to nieco wysiłku :)