I znowu nie będzie o żałobie. Tzn będzie, ale tylko pośrednio.
Kraj pogrążony w smutku cofnął mnie dziś o jakieś 20 lat wstecz, do lat których nawet nie pamiętam. Wstałam rano po innej stronie lustra, poczułam się jak w starym filmie. Świeciło słońce jak ze starej pocztówki, a przez otwarte okno punktualnie w południe wtargnęły syreny alarmowe. Syreny z okolicznych budynków które dziś ogłosiły 2 minuty ciszy, były instalowane podczas socjalistycznego boom'u na blokowiska. Tyle że przeznaczenie miały trochę inne, aby szczęśliwe, młode rodziny robotnicze ostrzegać przed nalotami bombowymi.
No i na 2 minuty naprawdę nastała cisza wydzierająca się rykiem alarmu. Udał im się oksymoron na miarę nowomowy Orwell'a. Ulice były przez moment spokojne tak bardzo że oczekiwać by można bryczki konnej która zaraz przejedzie niespiesznie środkowym pasem. Wszystkie stacje radiowe i telewizyjne nadawały właściwie to samo, jak za starych dobrych czasów kiedy były tylko 2 kanały.
Na pobliskich blokach, szafach, pomyłkach architektury czy jakkolwiek to zwał łopotały proporce IV RP w ilościach niepoliczalnych wręcz. Podniosły widok rodem z marszów majowych.
Na swej drodze do Gdyni napotkałam masę malowniczych starszych małżeństw żywcem wyjętych ze starego zdjęcia. Wszyscy odziani w najlepsze kościółkowe stroje, w końcu to niedziela na dodatek celebrowana na smutno. A nasz naród lubi się przecież umartwiać. Jako że moja stacja docelowa znajdowała się we wspomnianej Gdyni to siłą rzeczy chora wyobraźnia dorobiła resztę scenografii. Przecież architektura tego miasta jak żadna inna nadaje się do kręcenia filmów o latach wstecznych. Zanim wróciłam do domu w starym, straszącym ludzi budynku dworca minęłam jeszcze piękną, pudrową panią w gołębim prochowcu i kapelusiku, która przysięgam że wyglądała jak moja babcia w młodości.
Mimo tego, że te lata które wspominałam ani mi nie są bliskie, ani warte wspominania ze względu na walory estetyczne, to poczułam że złożyłam w całość te wszystkie historyczno-bajarskie okruchy które mi wpajano od małości. Że ogarnęłam to po swojemu i mogę teraz spokojnie zamknąć szufladkę z pocztówkami.
Szkoda tylko że potrzebowałam do tego żałoby narodowej...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz